środa, 23 marca 2016

Bykon 2016 - relacja okiem konwentowej dziewicy


Wśród miłośników fantastyki hasła takie jak Pyrkon, Copernicon, Fantasmagoria itp. nie robią większego wrażenia i każdy przynajmniej raz na nich był, a jak nie był, to słyszał pokaźne relacje od kolegów "po fachu" - nic nowego pod słońcem. Na tle tych gigantów pojawia się w Bydgoszczy, stanowiącej pod względem konwentowym delikatną pustynię, nowa impreza: Bykon. Pierwsza, zaznaczmy, od iluś lat. Pierwsza edycja nowego konwentu, do tego w mieście, w którym od lat panuje posucha... Słuchajcie, no jak to się mogło skończyć?
Różnie. Jak się skończyło? Dobrze, bardzo dobrze, zaskakująco dobrze, choć nie bez błędów.

Zacznę od ludzi, Ludzi, LUDZI, bo jasne - prelekcje, wykłady i atrakcje są ważne, ale to konwentowicze są tymi, którzy tworzą klimat miejsca. To z tymi ludźmi zawierasz przyjaźnie, to obok nich śpisz, to z nimi dzielisz się bułkami. I tutaj prywata: kocham Was, naprawdę. Zwracam się do ponad 300 osobowego ogółu, ale naprawdę, takiej atmosfery nie doświadczyłem od dawna, i jeśli mam z kimś rozważać rolę lesbijek w popkulturze albo robić rzeczy najgłupsze z głupich, to właśnie z Wami. Fakt, że to mój pierwszy konwent i dlatego tak mnie to uderza, ale jestem przyzwyczajony do głupiej, szarej rzeczywistości, w której wszyscy oceniają Cię na podstawie wyglądu i najpewniej mieliby Cię za debila, gdybyś zaproponował im coś tak absurdalnego jak taniec kozacki na środku ulicy. 

                                                   Najlepiej. (fot. Łukasz Balcerzak)

To brzmi może jak pseudozabawne porównanie, ale nie, mówię na serio. Dobra, może wzięcie ze sobą jednego Człowieka i proponowanie każdej grupie ludzi na terenie obiektu wspólnego kozackiego tańca, brzmi już dziwnie. Ale wiecie co jest lepsze? Że ci ludzie się zgadzają! Ich twarze najpierw mówią: "co?", potem: "no w sumie, czemu nie", a potem w przynajmniej 4 osoby śpiewamy bolszewickie disco, próbując wyrzucać przed siebie nogi możliwie długo przed wypolerowaniem dupskiem kafelków. Wiecie jak wygląda kozak? To wyobraźcie sobie tę scenę.

I biorąc pod uwagę powyższe, halo - czy dziwi śpiewanie na całe gardło polskich przebojów od Krawczyka po Myslovitz, bieganie po szkole w rytm melodyjki z Kucyków i amatorskie roasty w sleeproomie? Was może już nie. Mnie - tak, bo byłem konwentową dziewicą, i spotkanie tak dużej grupy uśmiechniętych  ludzi, pasjonatów, z zapałem do głupotek i heheszków było dla mnie przeżyciem. Kocham Was.

Coś tam wyżej było o lesbijkach, no nie? I jak tę mocno showową, śmieszkową w wykonaniu prelekcję wstawimy na jednym końcu amplitudy, to na tym drugi będzie chociażby super porządnie, skrupulatnie przeprowadzona prelka o historii radzieckiego programu kosmicznego. Od kosmosu - do lesbijek. Od horrorów do Kucyków. Od szycia strojów do robienia figurek. Multifandomowość tego konwentu wypadła naprawdę dobrze, i gdyby zgarnąć z ulicy pierwszą lepszą osobę i zaprosić ją na imprezę, na pewno by znalazła w programie jakiś punkcik dla siebie. Część prowadzących była już doświadczonymi prelegentami, część jeszcze nie, ale wszyscy się starali i dawali z siebie maksimum, żeby zainteresować, przekazać coś i ciekawie podyskutować. Co o 5:30 nad ranem może być trudne, uwierzcie. Ja się czułem jak dziecko w sklepie z zabawkami. Revv, Grid, Korba (nie wiem, czy wiecie, ale Wasze rumuńskie rytmy stały się hitem Bykonu) i wszyscy inni, których miałem okazję oglądać – chapeu bas, Panowie i Panie. Brawa były zasłużone, dowiedziałem się paru rzeczy i na pewno do paru mnie zachęciliście. A czytanie po ciemku creepypast o 4 w nocy było naprawdę klimatyczne.



Umówmy się, w żaden sposób nie mam zamiaru uprawiać tutaj wszędobylskich ochów i achów, i były wpadki pod względem organizacyjnym, ludzie też nieraz narzekali. Ale nie było wcale źle, co widzę szczególnie dobrze dlatego, że na co dzień chodzę do tej szkoły. Wiemy, jak wyglądał konwent, i że sporo było ustawiania, przestawiania, obklejania i oznaczania. Tak się składa, że dzień później na 8 rano do tej szkoły szedłem i ani śladu, że działa się tutaj jakaś impreza i bawiło się tu przez noc ponad 300 osób. Tak naprawdę, wielu pracowników szkoły o tym nawet nie wiedziało, poza kilkoma, że tak powiem, wtajemiczonymi, którzy mieli swoje “warty”.

Ano właśnie, nie wiedziało. I większość ludzi spoza głównej grupy docelowej imprezy nie miało pojęcia, że coś takiego jest. Bykon nie wyświetlał się jakoś szczególnie tak, by można było ściągnąć nowych uczestników. Była stała ekipa. Czy jest to jednak jakaś poważna wada? Cóż, miejsc było 300 i rozeszły się błyskawicznie tak czy siak. Skoro organizatorzy zdecydowali się na taką liczbę osób, to widocznie mieli swój powód (może dlatego, żeby być w stanie to pierwsze tego typu wydarzenie ogarnąć?). Spokojnie zmieściłoby się więcej ludzi. Ale z drugiej strony –mieliśmy konwent bardzo przyjemny, kameralny i klimatyczny. Na tłumy jeszcze przyjdzie czas, skoro w przyszłym roku ma być to impreza bardziej masowa. A tak zachowaliśmy kameralność i to mnie cieszy.

Na medal spisała się grupka medyków, poczciwe Chłopaki i Dziewczyny, wszystko ogarniali, mieli odpowiedni sprzęt, umiejętności, wszystko. Niestety się przydali. I na szczęście, że tam byli, bo paru Ludkom pomogli. Po prostu: tak trzymać, szacuneczek.


                                              Ukryta miłość najlepszego z Medyków. (fot. Marcin Strach)


Miało być też o wpadkach i zgadza się, były. Trochę zamieszania ze stoiskami, przez co kilka osób, które nawet odpowiednio wcześniej się zgłosiło, dostało lekkiego kopa w tyłek i pewnie trochę stresu kosztowało ich rozważanie, czy uda im się wejść, skoro wejściówki już zeszły. Udało się, więc spoko. Słyszałem też o problemach z larpami, a przed wejściem stałem na zimnie 40 minut. Ale dobra, nie narzekam, dostałem w środku ładną plakietkę, szereg miłych słów i uśmiechów, szatnię, miejsce do spańska i konwentowy bufecik bez wychodzenia na mróz. Dobrze? Dobrze. Ciepło i przyjemnie.


I wracając na chwilę do krytyki, za jej przyjmowanie należy BARDZO pochwalić organizatorów. Pytali o odbiór, jak się podoba i co poprawić. To naprawdę świadzcy o Waszym profesjonalizmie i z taką postawą w przyszłym roku, z tegorocznym doświadczeniem i radami, zrobicie taki konwent, że nie będzie co zbierać, poza przypinkami, podpisami, zdjęciami i free hugami.

Wiecie co? Chciałoby się powiedzieć: bydgoski Pyrkon. Ale nie, nie powiem, bo chociaż byłoby to bardzo miłe porównanie, to jednak porównanie. A ja się bawiłem fantastycznie (dosłownie i w przenośni!) nie na Pyrkonie, tylko na Bykonie. Życzę Wam stworzenia swojej własnej marki, renomy i unikalnego klimatu. Tyle, nic dodać, nic ująć. Mam przez Was konwentowego kaca. Minęło już parę dni, a ja nadal myślę, że przeżyłbym to jeszcze raz.

Może nie teraz, zaraz, ale za rok – na pewno.


                                        O, to Wy, Wy - Wasza wina, że tak świetnie się bawiłem.
                                                       
(fot. któryś z Organizatorów)

Kamil Barski - Kultura codzienna 
www.facebook.com/kulturacodzienna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz